Witaj ponownie Microsofcie – o tym dlaczego wróciłem do Windows


Pierwszego artykułu na nowej stronie internetowej nie mogę nie poświęcić na krótkie wyjaśnienie, dlaczego porzuciłem zdoezpieczywające coraz większą popularność Maki i co takiego stało się, że powróciłem do krytykowanego przez tak wielu Windowsa. To też dobry czas na podsumowanie mojej przygody z OS X i odpowiedź na pytanie, czy planuję jeszcze kiedyś wrócić do tego systemu.

macbook

Jako użytkownik OS X dałem się poznać za sprawą portalu HelpMac.pl, który przyniósł mi sporą popularność w sieci. Tworząc go, zawsze podkreślałem, że nie jestem typowym użytkownikiem Apple, gdyż nigdy nie ograniczałem się do korzystania wyłącznie z produktów z Cupertino. Wręcz przeciwnie: jak większość użytkowników, swoją przygodę z komputerami rozpocząłem od Windows i przez bardzo długie lata to ten system towarzyszył mi podczas korzystania z komputera. Na przesiadkę na OS X zdecydowałem się dopiero w 2011 roku, gdy kupiłem 27 calowego iMaca. Był to prawdziwy sprzęt z górnej półki, który zaskoczył mnie wysoką rozdzielczością, dużą płynnością działania i… dostępem do systemu OS X, który był dla mnie wtedy dużą nowością. Platforma Apple nauczyła mnie innego podejścia do komputera, oduczyła mnie jego wyłączania, dłubania w systemie, a pozwoliła mi lepiej skupić się na wykorzystywaniu możliwości, jakie on daje. I tak w rzeczywistości było – na iMacu stworzyłem portal HelpMac oraz wiele innych projektów, których istnienie zawdzięczam właśnie systemowi i narzędziom Apple. Doceniłem wtedy (i wciąż doceniam) pakiet iWork oraz iLife, które zawierały zestaw prostych w obsłudze, ale i bogatych funkcjonalnie narzędzi zupełnie niedostępnych na Windows. Z czasem zacząłem potrzebować czegoś bardziej mobilnego i nabyłem 13 calowego MacBooka – jak się potem okazało, ostatni komputer Apple wyposażony w tradycyjne podzespoły, niezalutowany, a tym samym możliwy do samodzielnej rozbudowy. I chociaż moje główne komputery pochodziły w tym czasie wyłącznie z Cupertino, to nie oznacza to, że definitywnie rozstałem się z Windowsem. Tak naprawdę system ten cały czas towarzyszył mi w maszynie wirtualnej, gdzie rozszerzał OS X o możliwości niedostępne dla tego systemu. Początkowo pomagał mi przesiąść się na nowy system, gdzie był „bezpieczną przystanią” umożliwiającą korzystanie ze wszystkich opcji, których nie umiałem jeszcze odnaleźć na OS X. Z czasem pełnił funkcję pomocniczego systemu, wykorzystywanego do uruchamiania oprogramowania niedostępnego dla OS X.

macbook-windows10

A jest go wciąż dosyć sporo. Pakiet Office na Maka pozbawiony jest dwóch dobrych narzędzi, jakimi są Access i Publisher. W czasie studiów niezbędny okazał się dostęp do Visual Studio od Microsoftu, a ja hobbystycznie lubię edytować fotografię w Corelu. Dodatkowo dosyć często zajmuję się konfigurowaniem różnych urządzeń z Androidem dla znajomych, gdzie wiele z narzędzi wydawanych jest jedynie dla okienek. Tym samym OS X nigdy nie był dla mnie platformą wystarczającą.

Ten stan pozwolił mi mieć szersze, bardziej obiektywne spojrzenie, dzięki któremu mogłem dostrzegać wady i zalety zarówno produktów Microsoftu, jak i Apple. Z czasem zauważałem coraz większe zmiany w świecie nadgryzionego jabłuszka, które jednak skupiały się na zadowalaniu potrzeb mniej wymagających użytkowników. Odbywa się to niestety kosztem bardziej zaawansowanych posiadaczy Maków, którym stopniowo odbiera się wiele z cenionych przez nich narzędzi. Wielokrotnie zwracałem na to uwagę na łamach HelpMac, a dziś ograniczę się do jednego przykładu, jakim był pakiet iLife, który po aktualizacji miał mniej opcji niż w poprzedniej wersji. Sam OS X także zdecydowanie stracił na stabilności, obecnie zdecydowanie częściej należy go restartować, a Apple wciąż nie potrafi poradzić sobie z tematyką bezpieczeństwa, każąc użytkownikom sporo czekać na aktualizację swoich narzędzi. Jednocześnie dostrzegałem bardzo pozytywne zmiany w przechodzącym kryzys Microsofcie. Zauważyłem, że nadrobił on większość braków w stosunku do swojego głównego rywala i oferuje dziś zarówno obsługę gestów, jak i wirtualnych pulpitów – a są to według mnie najlepsze opcje w OS X. Zrozumiałem wtedy, że powrót do Windows (a raczej rezygnacja z OS X, bo z Windowsa nigdy nie odszedłem) nie byłaby dziś tak bolesna, jak kiedyś.

reapir

Powodów, które przyśpieszyły tę decyzję było co najmniej kilka, a jednym z nich były nagłe awarie Maków w moim domu. Opisywałem to szerzej w jednym z artykułów na HelpMac, a dziś tylko przypomnę, że w ciągu kilku tygodni zepsuły się zarówno MacBook mojej siostry, jak i mój prywatny. Gdy awaria przytrafiła mi się drugi raz, poczułem, że straciłem zaufanie do tego sprzętu, pozbawionego już dziś gwarancji i postawiłem wymienić go na coś nowszego. Była to dla mnie bolesna decyzja, gdyż długo byłem przeświadczony o niewielkiej awaryjności tych komputerów. Tak zapewniano mnie w momencie zakupu, uzasadniając tym wysoką cenę tego sprzętu.

konfiguracjaPomimo tego poszukiwania nowego rozpocząłem od strony Apple.pl, gdzie przyjrzałem się aktualnej ofercie firmy z Cupertino. Ceny sprzętów, które są lepsze od posiadanego przeze mnie MacBooka – a więc mają 16GB RAM i dysk większy niż 256GB – zaczynają się od 9000 złotych. Gdybym chciał urządzenie z dedykowaną kartą graficzną, a nad takim się zastanawiałem musiałbym zapłacić ponad 12 tysięcy PLN. Niestety nawet taka cena nie gwarantuje mi, że sprzęt ten będzie prawdziwie z najwyższej półki. Wielokrotnie jako redaktor HelpMac.pl czytałem maile od osób narzekających na awaryjność nowych generacji sprzętów z Cupertino lub też tych, którzy skarżyli się na problemy z wolną pracą tych komputerów. W mojej opinii przyczyniają się do tego ekrany typu Retina, które wymuszają na procesorze dużą ilość obliczeń, a ultrawysoka rozdzielczość odbija się na niezawodności tych sprzętów.
To sprawiło, że zacząłem poszukiwania w tradycyjnych sklepach z komputerami. I tu doznałem przyjemnego zaskoczenia – startowe ceny są dużo niższe, a wiele technologii, które porzuciło Apple, są w świecie PC wciąż powszechne. Myślę m.in. o matowych ekranach, które niwelują problem odbić, czytnikach DVD czy klasycznych złączach, których tak intensywnie pozbywa się Tim Cook. Tym samym z czystym sumieniem kupiłem notebooka firmy Asus, który wyposażony jest w czterordzeniowy procesor i7, matowy wyświetlacz 1080p, dedykowaną kartę graficzną i 12GB pamięci RAM. Dodatkowo oferuje mi możliwość samodzielnej rozbudowy, o czym zapomnieć można dziś w świecie Apple oraz 24 miesięczną gwarancję, z czym także jest problem, kupując sprzęt z Cupertino. Naturalnie nie uważam, że mój laptop jest lepszy od MacBooka, któremu się przyglądałem – jest od niego zdecydowanie grubszy, nie ma dysku SSD (choć mogę go zamontować) i działa krócej na baterii. Kalkulując na chłodno stwierdzam jednak, że sprzęt Apple nie jest wart czterokrotnie wyższej ceny, a tyle musiałbym zapłacić za MacBooka z procesorem i7.

win

Wracając do PC nie stałem się przeciwnikiem firmy Apple. Wciąż wiąże mnie z nią wiele przyjemnych wspomnień, bardzo cenię jej przepiękny design oraz niezwykłe zgranie sprzętu i oprogramowania, czego nie oferuje żadna inna firma na rynku PC. Z pewnością jestem wymagającym użytkownikiem – chociaż dbam o komputery, to mój MacBook sporo ze mną podróżował i mało kiedy był wyłączony. To z pewnością przyśpieszyło jego emeryturę, ale od sprzętu za duże pieniądze wymagałem po prostu więcej. Przyznaję, że Apple mnie w tej kwestii zawiodło. Ubolewam nad tym, że nie powstał program naprawczy dla tej generacji komputerów, bo jak dowiaduję się, awarie taśm łączących dyski twarde z płytą główną, są częstą zmorą tych komputerów. Dodatkowo coraz większe zbywanie zaawansowanych użytkowników utwierdza mnie w przekonaniu, że Tim Cook po prostu zmienił grupę docelową, w którą celuje. Kiedyś byli to właśnie zaawansowani użytkownicy komputerów, a dziś to osoby zamożne, ceniące indywidualny styl i elegancję, którym nie zależy już tak bardzo na mocy obliczeniowej, a wolą zamiast niej duży czas pracy na baterii czy lżejszy sprzęt. Dlatego powstają mocno ograniczone sprzętowo MacBooki, czy kompletnie nierozbudowywalne iMaki. I dlatego też maksymalnie upraszcza się programy w systemie, nawet jeśli ma to odbić się na ich możliwościach. Niewątpliwie takich użytkowników jest więcej, łatwiej zachęcić ich do wyboru droższych parametrów i częstszej aktualizacji komputerów. Jeśli jednak Tim Cook zapomniał o mnie, ja zapomnę o nim.

Niestety oznacza to, że świat PC pozbawiony jest wad. Nowy Windows wciąż ma masę niedoróbek, zdecydowanie gorzej zarządza podzespołami niż OS X i wymaga większej konserwacji. Jednak Microsoft pozostawia swoim użytkownikom zdecydowanie więcej swobody, a ponieważ za produkcję sprzętu odpowiadają inne firmy, klient ma znacznie większy wybór produktów niż w przypadku Apple. Z tego powodu moim głównym komputerem na długo pozostanie już pecet, ale OS X – wciąż najprzyjemniejszy w obsłudze system operacyjny — towarzyszyć mi będzie w maszynie wirtualnej. Tak jak kiedyś Windows. Być może kiedyś wrócę do niego decydując się na przenośnego MacBooka, ale w formie pomocniczej, a nie zastępującej mi peceta. Bo dla niego dzisiaj nie widzę żadnego zastępstwa. Przyszłość komputerów wciąż należy do Microsoftu. Apple jest w tym rynku tylko luksusową, ale w rzeczywistości całkiem niewiele znaczącą marką.