System na miarę 2015 roku – Windows 10 recenzja


Microsoft tworząc Windows 10 miał przed sobą trudne wyzwanie: musiał stworzyć system, który pogodzi ze sobą użytkowników tabletów, oraz nowoczesnych komputerów z dotykowymi ekranami, z tradycjonalistami korzystającymi z tradycyjnych pecetów, sterowanych za pomocą klawiatury i myszki. Duża presja, związana z chłodnym przyjęciem Windows 8, oraz 8.1 z pewnością także nie była ułatwieniem w pracy. Po trzech tygodniach spędzonych, na intensywnym poznawaniu tego produktu, czas ocenić jak system ten sprawuje się w rękach byłego MacUsera, oraz zastanowić się, czy ma on szansę na podbój rynku PC.

Przygotowania

9

Po zakupie pierwszego od czterech lat peceta, wgrałem na nim Windowsa 8.1. Wszystko za sprawą tego, że system ten znałem bardzo dobrze, bo towarzyszył mi stale na maszynie wirtualnej w MacBooku, a czasem także jako główny system uruchamiany na tym komputerze. Jednocześnie dziesiątka była wtedy wciąż w wersji beta, która zawierała wciąż sporo błędów, a mi zależało na tym, aby po problemie z komputerem Apple, móc wreszcie uciec od usterek. Tym samym w ostatnich miesiącach korzystałem z 3 najpoważniejszych systemów na rynku. Na samym początku warto wspomnieć jeszcze o tym, że Windows 10, jeszcze kilka dni przed swoją premierą otrzymywał poprawki od Microsoftu, co dotąd było rzeczą niespotykaną – zwykle kilka miesięcy przed oficjalną prezentacją, Gigant z Redmond kończył pracę nad oficjalną wersją RTM, a czas ten dawał producentom sprzętu, na dostosowanie się do nowego produktu. Tym razem tak nie było: finalną wersję systemu otrzymali oni niemal równo z użytkownikami pecetów.

Przesiadając się na „dziesiątkę” nie zrezygnowałem zupełnie z jej poprzedniczki. Wszystko za sprawą docierających do mnie informacji, o wciąż spotykanych błędach w nowym systemie. Aby nie narażać się na całkowity paraliż, zdecydowałem, że Windows 8.1 pozostaje na bocznej partycji, a nowy system wgram zupełnie od zera. To także traktuję jako zaletę, bo nie doświadczam naleciałości i błędów ze starej platformy i wiem, że ewentualne usterki nie są spowodowane update do nowego systemu.

Pierwsze spojrzenie

8

Sama instalacja, jak i pierwsze spojrzenie na nową dziesiątkę jest niemal takie samo, jak w przypadku Windows 8 i 8.1. Widać jedynie ciemniejsze barwy, nieco inne ikonki, jednak sam system z początku bardzo przypomina swoich poprzedników. Różnice zaczynają się, gdy zacznie się go eksploatować. Pierwszą nowością jest zmieniony pasek start – ten element przechodził najwięcej transformacji w ostatnich latach, aby obecnie stać się hybrydą interfejsu ModernUI, jak i rozwiązania znanego z Windows 7. Teraz można przejść do dawnej listy wszystkich aplikacji poukładanych w katalogach, ale także przypiąć kafelki do ekranu startowego. Co ciekawe rozmiar tego menu można dostosować do własnych potrzeb; w ustawieniach systemu można powrócić do wyświetlania go w trybie pełnoekranowym, jak to było w „ósemce”.

Inna nowość, która zaraz rzuciła mi się w oczy to tzw. widok zadań, a więc tryb wirtualnych pulpitów, które można tworzyć w „okienkach”. To spora nowość w systemie Microsoftu, ale znana od lat w świecie Linuxa oraz OS X. Od dawna wspominałem, że właśnie możliwość powiększania obszaru roboczego o wirtualne pulpity, oraz obsługa gestów najmocniej trzymają mnie przy systemie Apple. Teraz oba te rozwiązania są już dostępne w Windows.

Wirtualne pulpity

7

Niestety zarządzenie wirtualnymi pulpitami nie zostało jeszcze dopracowane tak dobrze, jak w świecie Apple. Jeśli na jednym pulpicie mamy uruchomioną przeglądarkę, nie można uruchomić jej osobnego okna na drugim. Konieczne jest wydzielenie pustej karty i przeniesienie jej do nowego obszaru. Jeśli na jednym pulpicie mamy otwartego Worda i klikniemy skrót do tej aplikacji na pasku start, zostaniemy przeniesieni do otwartego edytora. Inaczej jest natomiast w przypadku Excela: niezależnie od tego, czy na innym obszarze jest on otwarty, po kliknięciu w skrót do niego zostanie otwarty pusty arkusz. To raczej jeden z błędów, ale przyznaję, że w oficjalnej, stabilnej wersji systemu, taki stan nie powinien mieć miejsca. Na razie w tym obszarze panuje wielki bałagan, w którym ciężko jest się odnaleźć.

Sytuację nieco ratuje ulepszony styl zarządzania oknami. Tryb Aero Snap zadebiutował już w Windows 7, ale w 10 doczekał się kolejnych ulepszeń. Od teraz możemy nie tylko dzielić ekran pomiędzy dwie aplikacje, ale także pomiędzy cztery, tak by każda zajmowała równo ¼ ekranu. To ważny dodatek, który usprawnia pracę. Warto dodać, że wciąż nie mogą doczekać się go użytkownicy Maków, chociaż od dawna dostępny jest już w większości dystrybucji Linuxa.

6

Niedziałająca wyszukiwarka

Obok przycisku uruchamiającego pasek start, a widok zadań znajduje się, lupa symbolizująca wyszukiwarkę. Niestety w moim przypadku po kliknięciu w ten element nie dzieje się zupełnie nic – i z informacji jakie otrzymałem od innych użytkowników, wynika, że nie jestem odosobniony z tym problemem. To w mojej opinii jedna z największych bolączek nowego systemu, która cofa mnie do rozwiązań z Windows XP gdzie, zamiast wpisywać nazwę programu w wyszukiwarce, musiałem go odnajdywać w liście programów i uruchamiać dopiero stamtąd. Z tą wyszukiwarką zintegrowany jest asystent Cortana, który ma być ważnym pomocnikiem przy korzystaniu z nowych okienek. Tym samym mam nadzieję, że Microsoft szybko naprawi ten błąd, tak abym, jak najszybciej mógł korzystać ze wszystkich nowości, jakie wbudowane są w nowy produkt.

Ustawienia zamiast Panelu Sterowania

5

W Windows 8 zadebiutował nowy menadżer zarządzenia komputerem. Chociaż nie pracuję w Microsofcie, to domyśliłem się, że miał być on prostszym zastępcą panelu sterowania, który towarzyszy Windowsowi od lat. Menu „Ustawienia”, które wtedy zadebiutowało, zawierało zdecydowanie mniej opcji, ale umieszczono w nim głównie te najważniejsze, z których korzysta najwięcej osób. Sam interface menu ustawień jest zdecydowanie łatwiejszy do obsługi dotykiem, na czym najprawdopodobniej zależało twórcom, tworząc to narzędzie. Obserwuję, że w Windows 10 programiści w Redmond poszli o krok dalej i jeszcze mocniej „zaszyli” dostęp do klasycznego panelu, a zdecydowanie więcej opcji umieszczono w nowym menu. Co więcej, o ile w 8 menu ustawień dublowało opcje z PS, to w 10 wycięto sporo standardowych narzędzi, a umieszczono je w prostszej formie w aplikacji ustawienia. Tak jest np. z menadżerem ekranu, czy Windows Update.

Dostanie się do Panelu Sterowania, jest dziś zdecydowanie trudniejsze, bo z systemu zniknęło większość skrótów do niego. Oczywiście wciąż można go wywołać z menu uruchom, poprzez kilka z pozostałych skrótów, ale dziś system coraz mocniej proponuje nam, abyśmy korzystali z prostszego, ale coraz bardziej funkcjonalnego menu ustawień.

Przeglądarka Edge

4

Wraz ze stabilną wersją systemu Windows zadebiutowała nowa, wyczekiwana przez wielu przeglądarka Microsoftu. Wedle początkowych zapowiedzi, miałoby to być rewolucyjne narzędzie, które przywróci firmie z Redmond prowadzenie na rynku przeglądarek. Mówiło się o multiplatformowości, obsłudze rozszerzeń z Chrome, czy nowoczesnych mechanizmach zabezpieczeń. Przed ostateczną premierę udało się niewiele, a Edge to w rzeczywistości bardzo odchudzony, zapakowany w nowy interface Internet Explorer. Działa zdecydowanie szybciej od IE, obsługuje się ją nieco wygodniej, ma kilka dodatków w postaci np. trybu czytania, czy robienia notatek od razu na stronie, ale wciąż funkcjonalnością mocno ustępuje Chromowi czy Firefoxowi. Na szczęście wedle zapowiedzi, w najbliższych miesiącach przeglądarka będzie aktualizowana i zyska wiele nowych opcji. Jeśli tak się stanie, program ten ma spore szanse na sukces. Microsoft pomyślał o wygodnej obsłudze dotykiem, jeśli uda mu się utrzymać dotychczasową prędkość działania, nawet pomimo dołożenia nowych opcji, Egde może stać się poważnym graczem na rynku przeglądarek. Nie bez znaczenia jest tu czynnik lenistwa, który sprawia, że wielu osobom po prostu nie będzie chciało instalować się niczego innego, jeśli Edge będzie wystarczająco dobry.

Aby osiągnął sukces, dział odpowiadający za Edge musi skupić się na poprawie stabilności tego produktu. Korzystając z przeglądarki, często doświadczałem problemu zawieszeń, czy nagłych restartów aplikacji. Na szczęście w produkt ten wbudowano dobry mechanizm przywracania sesji, więc nawet po niespodziewanym wyłączeniu w trakcie oglądania filmów na YouTube (a zdarza się to często), program szybko uruchamiał się i przywracał film do tego momentu, w którym został przerwany.

3

Co ciekawe Internet Explorer nie zniknął zupełnie z systemu. Wciąż z Menu Start możemy uruchomić klasyczną przeglądarkę, która jest produktem zupełnie osobnym dla Edge. To rozwiązanie przeznaczone głównie dla przedsiębiorstw, które wykorzystują IE w codziennej pracy. Jeśli uznają, że zmiany, które zaszły w Egde są zbyt radykalne, bo np. uniemożliwiają korzystnie z firmowych dodatków, do dyspozycji jest narzędzie z poprzednich systemów. Natomiast osoby, które uznają, że Internet Explorer nie jest im potrzebny, mogą go całkowicie usunąć z systemu, poprzez odpowiednią opcję w Panelu Sterowania.

Uniwersalne aplikacje

2

Windows 10 ma w sobie jeszcze jedno potężne narzędzie, którego potencjał odczujemy dopiero w przyszłości: to mechanizm uniwersalnych aplikacji, a więc takich, które uruchomimy zarówno na komputerze, tablecie czy smartfonie – oczywiście pod warunkiem, że wgrana tam będzie najnowsza wersja okienek. Tym samym zaciera się różnica pomiędzy urządzeniem, na którym działamy. Niezależnie od tego, czy mamy do dyspozycji 5 cali w smartfonie, 27 w komputerze, czy 55 w telewizorze podpiętym do konsoli XBOX, to wszędzie tam będzie można uruchomić te same aplikacje. To potężny zastrzyk możliwości dla deweloperów, bo raz napisany program może trafić do zdecydowanie większej grupy docelowej. Tym samym rośnie liczba powodów, dla których warto tworzyć programy dla okienek. A jak wiadomo im więcej aplikacji, tym więcej użytkowników.

Usprawniony tryb dotyku

Ujednolicenie interface dotykowego i klasycznego to bardzo trudne zadanie, przed którym od lat ucieka Apple, tworząc osobny system dla smartfonów i tabletów, a zupełnie osobny dla komputerów. Microsoft te dwa światy postanowił połączyć w momencie premiery Windowsa 8. Zaproponował wtedy jeden system, z dwoma interface: jednym typowy, bardzo przypominający ten z Windows 7, a drugi Modern, czyli kafelkowy, znany początkowo z Windows Phone 7. Wyszło to średnio, bo wielu użytkowników gubiło się w tym rozwiązaniu. Wydanie 8.1 było próbą zbliżenia do siebie tych światów z zachowaniem odpowiedniego dystansu. Pełnoekranowe aplikacje zyskały klasyczny przycisk X do wyłączania (początkowo go nie było, naprawdę!), pojawiły się na pasku start. Fakt, że i to wydanie nie odniosło sukcesu, udowodnił, że potrzeba czegoś więcej.
Tym samym Microsoft w 10 połączył nie tylko aplikacje, ale także te dwa interface. Tym samym system, gdy tylko zorientuje się, że używany jest w trybie dotykowym, nieco modyfikuje swój wygląd, tak aby łatwiej było sterować nim za pomocą palców. Pasek start znów zamienia się w pełnoekranowe narzędzie, programy uruchamiają się natywnie w pełnym ekranie, a system staje się jeszcze bardziej czuły na gesty wykonywane na ekranie. Co ważne jednak nie ma już rozróżnienia pomiędzy dwa światy: tryb dotykowy to te same narzędzia, delikatnie dostosowane jedynie do obsługi bez myszki i fizycznej klawiatury. To ten sam świat, który po prostu dostosowuje się do tego, w jaki sposób chcemy się po nim poruszać. I muszę stwierdzić, że Microsoft zrobił to bardzo dobrze. Systemem wygodnie steruje się zarówno za pomocą dotyku, ale bez problemu obsługuje się go też klasycznymi metodami. To spory sukces, który niedługo zapewne skopiuje Apple.

Podsumowanie

1

Mógłbym tutaj jeszcze długo wspominać o ogromie zmienionych elementów. Nie napisałem słowem o nowym DirectX, wielu narzędziach dla profesjonalistów czy w końcu o nowym podejściu do chmury OneDrive. Gdybym chciał jednak to zrobić, to recenzja musiałaby być objętościowo zapewne dwa razy większa, a i tak pewnie nie opisałbym wszystkich zmian, jakie zaszły w nowym systemie. Nie o to jednak chodzi.

Chcę z czystym sumieniem stwierdzić, że Windows 10 to naprawdę udany produkt. Ma jeszcze masę problemów wieku dziecięcego, sporo niedoróbek, które jednak Microsoft obiecuje z biegiem czasu usprawnić. To pierwszy system wydany w erze Windows-as-a-Service, czyli systemu, który będzie ciągle aktualizowany. W prostych słowach oznacza to, że na nowe funkcje, czy aktualizacje interface nie trzeba będzie czekać już do kolejnych service packów, albo nowych wydań systemu, a po prostu otrzymamy je wraz z łatkami zabezpieczeń. Tym samym wprowadzanie nowej funkcjonalności będzie odbywało się zdecydowanie szybciej, bez konieczności reinstalowania, albo długiego aktualizowania systemu. To ważna zmiana, która pokazuje jak dużą rewolucją, jest Windows 10.

Windows 8.1 nie zniknie jeszcze przez jakiś czas z mojego komputera, ze względu na sporą ilość usterek w nowym systemie. Już teraz jednak większość pracy wykonuję na dziesiątce i wierzę, że ten wynik będzie z czasem tylko się poprawiał. Wirtualne pulpity, nawet w formie tak niedopracowanej, jak obecnie, czy nowy menadżer zarządzania oknami, sprawiają, że już teraz powrót do ósemki jest bardzo niewygodny. Jednocześnie narzędzia, które wprowadził Microsoft, pokazują, że przed Windows 10 widnieje świetlna przyszłość. To produkt, który pokazuje, że wygodna obsługa nie musi iść w parze z ograniczeniami, jak to się stara udowadniać wciąż Apple. Ten fakt pokazuje, że dziś innowacja to Microsoft. I to w Redmond, a nie w Cupertino znajdują się narzędzia do kreowania przyszłości.