Microsofcie, na Edge dla Androida i iPhone zyskamy wszyscy!


Rynek przeglądarek internetowych budzi moją fascynację od lat. Są to aplikacje, które z pułapu dodatków do systemu, stały się jego najważniejszym elementem, a niektóre platformy – jak Chrome OS – opierają się niemal głównie na programie do przeglądania sieci. Z tego powodu nie ma się co dziwić otwartej rywalizacji gigantów rynku IT o to, który produkt zdobędzie najwięcej klientów. W czasie gdy popularność Chrome wydaje się nie mieć końca, nadzieją na zachowanie konkurencji na rynku jest Microsoft. Tylko gigant musi tego chcieć.

2

Microsoft przeszedł już wiele w świecie Internetu. Najpierw długą wojnę z Netscape, którą udało mu się wygrać i spopularyzować swój produkt do tego stopnia, że jego udział w rynku przekraczał 90%. To pozwoliło mu osiąść na laurach, a Firefoxowi – otwarto źródłowemu następcy dawnego rywala – zacząć stopniowo odbierać mu użytkowników. I trend ten postępował, choć w dosyć umiarkowanym tempie. Były to jeszcze czasy, gdy nowa wersja przeglądarki była czymś bardzo rzadkim, do tego stopnia, że Mozilla przy ich okazji organizowała bicie rekordów Guinessa, a Microsoft wysyłał twórcom „liska” tort z gratulacjami. To się jednak zmieniło, gdy na rynku pojawił się Google Chrome. Wprowadził on bardzo dynamiczny rozwój, zdecydowanie bardziej liberalne podejście do zużywania zasobów systemowych i znacząco większą infiltrację użytkowników. Był to jednak produkt od początku rewolucyjny – działał szybko, był prosty w obsłudze, a wyszukiwarkowy gigant nie oszczędzał na jego promocji. Reklamą jest nawet klasyczna strona Google.com, która wciąż zawiera zachętę do pobrania programu tej firmy.

3

I to się opłaciło. Chrome ma dziś ponad 50% udziału w rynku przeglądarek i jego udział stale rośnie. Korzystać z niego mogą użytkownicy wszystkich popularnych platform, nie wyłączając nawet iOS, który zdecydowanie bardziej restrykcyjnie podchodzi do konkurencyjnych do Safari produktów w AppStore. Wyjątkiem jest jedynie Windows Phone, ale podejrzewam, że i to zmieni się po nadejściu ery aplikacji uniwersalnych. To ważne, bo Google zrozumiało, że dziś coraz rzadziej przeglądamy internet na komputerach, a robimy to intensywniej na tabletach i smartfonach. Chrome, które obecne jest także na tych urządzeniach, oferuje użytkownikom synchronizację ustawień, zakładek i otwartych kart czym związuje ich ze sobą, zachęcając, aby wszędzie korzystali z tego produktu.

Konkurencją Chrome obecnie nie jest już Firefox, chociaż on także przeszedł w ostatnich latach znaczące zmiany. Fundacja nie zdołała wciąż wypuścić swojego produktu na iOS, a nic nie wskazuje na to, że w przyszłości zajmie się mobilnym Windowsem. Mobilny listek wciąż także nie podbił świata Androida, gdyż znacząco ustępuje funkcjami instalowanej wraz z systemem przeglądarce Chrome. Podobnie wygląda sytuacja w Apple, które zamknęło się we własnym świecie i nie wspiera już nawet Safari na Windows.

4

Jedynym konkurentem, który ma aspiracje i środki na walkę z Google, o rynek przeglądarek jest Microsoft. Wydany wraz z Windows 10 Egde zaskakuje płynnością działania, szybkością wczytywania stron i lekkością interface. Korzystając z niego, wciąż można doświadczyć wielu błędów, częstych awarii, ale każdy, kto przypomina sobie, jak zaczynał kiedyś Chrome, wie, że z takich początkowych problemów można się wydobyć. Niestety Egde dostępny jest wciąż tylko na Windows, dopiero w przyszłości doczekamy się jego mobilnej wersji w smartfonach z okienkami. Wciąż nic nie wskazuje na to, aby gigant był zainteresowany wydaniem tego produktu na systemy konkurencji.

5

To wielka strata, bo Microsoft robi wręcz genialne aplikacje na Androida i iOS. Klient poczty Outlook.com zastąpił mi domyślną aplikację od Apple, a pakiet Office świetnie sprawdza się, gdy muszę na szybko edytować jakiś dokument za pomocą mojego iPhone. Niczego sobie jest też aplikacja OneDrive czy notatnik OneNote. Gdyby gigant poszedł tą drogą i zaprezentował Egde dla iPhone i smartfonów z „zielonym robocikiem” moglibyśmy doczekać się sporej rewolucji. Z pewnością wielu użytkowników pecetów, którzy we względu na synchronizację korzystają z Chrome, mogłoby z niego zrezygnować, bo Microsoft dałby im to samo, a w dodatku jeszcze większą płynność działania i nowszy interface.

Satya Nadella, senior vice president of research and development for the online services division for Microsoft Corp., speaks during a Microsoft Search Summit event in San Francisco, California, U.S., on Wednesday, Dec. 15, 2010. Microsoft Corp. updated its Bing search engine today, aiming to build on U.S. market-share gains last month as it chases Google Inc. Photographer: David Paul Morris/Bloomberg via Getty Images

Należy pamiętać również o jednym z największych atutów Edge – on jest w każdym Windows 10. Po instalacji jest nawet umieszczony w pasku start. Tym samym nie trzeba go pobierać czy instalować. On czeka na każdym nowym Windowsie. Jeśli Microsoft zbliży się do Chrome to może wygrać z nim mając przewagę w postaci lenistwa użytkowników. Skoro dobry produkt już jest w systemie, to po co szukać innego, który wcale nie jest lepszy?

Wszystko jednak zależy od tego, na jaką strategię zdecyduje się Microsoft. Jeśli wybierze drogę Google i rozpowszechni swój produkt na wszystkich platformach, może liczyć na wielu użytkowników, z których sporo może korzystać z niego na produktach konkurencji. Daje to wysoki wynik w rankingach, ale nie przekłada się prostej mierze na zysk firmy. A utrzymanie wersji dla tylu platform sporo kosztuje. Możliwe, że w kwestii przeglądarek Satya Nadella zdecyduje się na naśladowanie Apple – czyli uczynienie z Edge produktu dostępnego na wyłącznie dla użytkowników okienek. Tim Cook na konferencjach chwali się dopracowaniem i zgraniem Safari z iOS i OS X i jego konkurent z Redmond może zechcieć robić to samo. Ta strategia, chociaż nie daje wymiernego udziału w rynku, to dla niektórych użytkowników jest jednym z atutów, dla którego wybierają iPhone lub Maka.

Którą drogę obierze Microsoft dowiemy się zapewne w najbliższych tygodniach. Jaka by ona nie była, będę mocno trzymał kciuki za Egde. Google Chrome obecnie coraz mocniej zdobywa rynek, a ja uważam, że konkurencja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Na niej zyskujemy my wszyscy.